wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział IV

                                           
Ważna notatka od autorek na dole ! Ważne !

        Patrzyłem w monitor laptopa. Szukałem informacji na temat neflima. Niestety zero. Żaden Cabrero nie istnieje w internecie. Poddałem się, wstałem z krzesła przewracając je. W pokoju rozbrzmiewał huk. Nie zdziwię się, jeśli zrzędliwy sąsiad z dołu przyjdzie narzekając, że ze mną są tylko problemy.
        Poszedłem do kuchni. Tak... do kuchni. Wczoraj wieczorem wynająłem mieszkanie. Zazwyczaj pracuję tylko w tym mieście, więc stwierdziłem, że nie mam po co cały czas wynajmować pokoje w hotelach. Stałem przy blacie i nie wiedziałem po co tu przyszedłem. Myślałem co z nią zrobić. Mój ojciec od razy powiedziałby, że muszę zabić Cassie. Ja nie byłem tego taki pewny. Skoro ona nie wie kim jest, to nie stanowi żadnego zagrożenia. Zresztą niby kto ma jej o tym powiedzieć. Nie ma przy sobie żadnego opiekuna. No chyba ,że ta blondyneczka, która jest jej przyjaciółeczką. Westchnąłem. Takim rozważaniem do niczego nie dojdę. Muszę zacząć działać.
        Ojciec będzie wściekły, jeśli dowie się, że jeszcze nie wziąłem się do pracy. Chociaż co mnie obchodzi jego zdanie... Ale co poradzę, że nie potrafię zabić głupiego neflima bo mam „miękkie” serce …
         Lucuś uważa, że się buntuje i jeszcze nie wie czy przepisze na mnie testament. Dla mnie to czyste żarty. Po pierwsze ojciec żyje od początku stworzenia świata i nie zapowiada się żeby zmarł bo jest nieśmiertelny. Po drugie on nie musi pisać testamentu, bo jestem jego jedynym synem. A prawo które sam ustanowił mówi, że każdy spadek rodzinny przechodzi automatycznie na pierworodnego syna. Więc nie mam się czym martwić.
          O wilku mowa. Moja komórka zaczęła brzęczeń. Na wyświetlaczu miga numer mojego ojca z podpisem "papa". To nie ja go tak wpisałem. Gdy tylko dostałem telefon, kontakt był tak wpisany, a każda próba zmiany kończyła się niepowodzeniem. Odebrałem.

*   *    *

         Patrzyłam na zegarek. Miałam równo godzinę do spotkania z Fey. To taka rekompensata za ostanie niezbyt miłe zdarzenia.
         Mama dała mi trochę gotówki, więc mogłam coś sobie kupić. Tym czymś miały być buty, bo jak zawsze powtarzała Fey torebek i butów nigdy nie jest za dużo. A ja w pełni się z tym stwierdzeniu zgadzałam.
         Wyszłam z domu wcześniej, żeby spokojnie zdążyć. Szłam więc powolnym krokiem w stronę mojego ukochanego parku. Uwielbiałam tam spędzać czas. Ogarniał mnie wtedy spokój, dostawałam wtedy natchnienia malarskiego, przez co zawsze łatwo było mnie znaleźć.
         Idąc, kątem oka spostrzegłam Setha. Nie wyglądał mi na kogoś kto często spaceruje, więc byłam lekko zdziwiona. Dopiero po chwili zobaczyłam, że rozmawia przez komórkę.
         Nie chciałam, żeby mnie zobaczył. Nie mam pojęcia dlaczego. Był przystojny, odważny i miły gdy go po raz ostatni go wiedziałam w szkole. Nie jestem pewna czy umiałabym z nim rozmawiać, bo za każdym razem jak go widzę, nie umiem wydusić z siebie słowa. Schowałam się za krzakiem i czekałam dopóki nie zniknie mi z oczu.
- Pragnę zauważyć, że zachowujesz się idiotycznie Cassie.- mruknęłam cicho do siebie. Odczekałam kilka chwil mrucząc do siebie jak to się głupio zachowuję. Nie widzę go. To dobrze... W końcu wyszłam za rośliny i lekkim truchtem podbiegłam do kawiarni w której miałam spotkanie.


____________________________________
Po pierwsze:
Przepraszam wszystkich, że rozdział dodałam tak późno. 
Po drugie:
Jak zwykle przepraszam za błędy.
Po trzecie: 
Informuję, że to wszystko przez szkołę... Zawsze to wina szkoły. 
Po czwarte:
Mam niemiłe przeczucie, że w czasie świąt nie będziemy dodawać nowych rozdziałów...:( Ale to przez to, że gotowe rozdziały się kończą i wena twórcza musi się uruchomić, a nie którzy z was wiedzą, że nie jest to łatwe i szybkie. No ale mam nadzieję, że nowy rozdział będzie dodany w przerwie świątecznej ... 

No i najważniejsza część !!!

Życzymy wszystkim wesołych świąt !!! Aby każdy z was był zdrowy, zawsze szczęśliwy i uśmiechnięty. Żebyście ten wolny czas dobrze wykorzystali i potem nie marudzili, jak ten czas szybko minął (mówię to na własnym przykładzie) !!!
No więc jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT LUDZISKA !!!!!!!!!