czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział II

       Obudziłem się zaspany, ledwo co widziałem na oczy, a mój kochany tatuś‘ od rana wydzwaniał na moją komórkę. Nieświadomy tego co robię, odebrałem.
- Halo! Jest już 7 rano, a ty nie odbierasz! Masz już tego potępieńca!? I gdzie ty do diabła jesteś? –  ulubiony zwrot mojego ojca to ‘do diabła‘.
- No cóż, a może to właśnie przed tym diabłem się chowam? Wpadło ci to kiedyś na myśl ‘ojczulku’?
- Oczekuję od ciebie trochę więcej szacunku!
- Pieprz się! – po tych słowach mój apartament zatrząsnął się. Nie żebym się zdziwił, to dopiero jego trzeci wybuch nerwów w tym miesiącu. Takie rzeczy jak wybuchające przedmioty lub trzęsąca się ziemia to, niektóre z jego możliwości, gdy jest zdenerwowany.
     Po prostu kocham mojego tatę… To sarkazm, dla tych mniej rozumiejących… W każdym razie moja rodzina jest duża. Ma 13 osób. Oczywiście mój tatuś – Lucuś. Król piekieł, najwyższy demon, najmroczniejszy z najmroczniejszych, najgorszy z najgorszych… bla… bla… bla… Wiecie o co chodzi.
      Po nim jest mój wujek – Lewiatan. Normalnie to zbytnio się od człowieka nie różni… no oprócz tego, że krwawi czarną breją… i jak się wkurzy jego twarz przypomina paszczę rekina. Jest trzeci rangą w piekle (zaraz po mnie).
       Ja… Seth Oliviera… najmłodszy z rodziny, bo mam tylko 19 lat. No i jestem następcą piekielnego tronu. Nie żeby ktoś się mnie bał, bo jestem tylko pół krwi… bla… bla… bla…
      No i jeszcze moje siostry. Dziesięć sukubów. Piekielnie seksowne… i puszczalskie. To nie jest u nas złe, bo u nas to rodzinne. Każde z nas ma inną matkę, więc któż ma świecić przykładem jak nie ojciec.
      Wracając do rozmowy…
-To znalazłeś tego potępieńca czy nie? – wrzeszczał do siebie nie zauważając, że jakieś 5 minut temu się wyłączyłem.
-Co? – spytałem głupio.
-Ty mnie w ogóle nie słuchasz… ty… ty zdegradowany pomiocie! - prawie parsknąłem śmiechem słysząc jego ‘wyszukaną’ obrazę. Mój pokój zatrząsnął się po raz drugi… Oj, miał dziś zły humor. Chcąc go leciutko udobruchać burknąłem tylko, że już się biorę do roboty. Chyba jednak moja leciutka perswazja nie podziałała, bo zaczął coś krzyczeć, że jestem krnąbrnym synem, że nie ma do mnie cierpliwości, że zlecił mi tą robotę, bo to ja ją chciałem… bla… bla… bla. Zanim skończył swój długi wywód o tym jaki to ja jestem i nie jestem rozłączyłem się. Mój telefon znowu zabrzęczał. Czyżby znowu mój tatuś chciał powiedzieć coś niezwykle mądrego? Ej… ej… ej to był sms… nie spodziewałem się, że zna taką zaawansowaną technologię.


/ Uważaj w twojej okolicy jest neflim. /


         No to już akurat wiem. Ponieważ wczoraj jakiegoś uratowałem. To znaczy ją… W skrócie, byłem wczoraj w kawiarni i od wejścia poczułem zapach pół anioła. To rzadkość.
Przy jednym ze stolików siedziały dwie dziewczyny. Na początku nie wiedziałem, która z nich jest z krwi anioła, więc gdy tylko wyszły, poszedłem za nimi w bezpiecznej odległości.
         Oprócz mnie, śledziły je jeszcze jacyś dwaj mężczyźni. Wyglądali na niegroźnych. A one zachowały się tak jak studentki w słabym horrorze. Weszły do ślepej uliczki. Obroniłem je, pokazując tym typkom oczy… taki mały pokaz mocy. Czarne oczy bez białek itd. To ich wystraszyło.
Jako przykładowy dżentelmen odprowadziłem je do domu. I byłem pewny, że neflimem jest ta śliczna brunetka z dołeczkami w policzkach. Sam fakt, że je odprowadziłem rozzłości ojca, a co dopiero to, że je uratowałem.



________________________________________

Przepraszamy wszystkich czytających za tak późne dodanie rozdziału. No, ale sami wiecie... nauka... i jeszcze raz nauka. 
Mam nadzieję, że z chęcią przeczytacie kolejny rozdział. 
Być może kolejny rozdział dodamy w sobotę za tydzień.
Nie pogardzimy komentarzami ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz