Obudziłem się zaspany,
ledwo co widziałem na oczy, a mój ‘kochany tatuś‘ od rana
wydzwaniał na moją komórkę. Nieświadomy tego co robię,
odebrałem.
- Halo! Jest już 7 rano, a ty nie odbierasz! Masz już tego potępieńca!? I gdzie ty do
diabła jesteś? – ulubiony zwrot mojego
ojca to ‘do diabła‘.
- No cóż, a może to
właśnie przed tym diabłem się chowam? Wpadło ci to kiedyś na
myśl ‘ojczulku’?
- Oczekuję od ciebie
trochę więcej szacunku!
- Pieprz się! – po
tych słowach mój apartament zatrząsnął się. Nie żebym się
zdziwił, to dopiero jego trzeci wybuch nerwów w tym miesiącu. Takie rzeczy jak wybuchające przedmioty lub trzęsąca się ziemia to, niektóre z jego możliwości, gdy jest zdenerwowany.
Po prostu kocham mojego
tatę… To sarkazm, dla tych mniej rozumiejących… W każdym
razie moja rodzina jest duża. Ma 13 osób. Oczywiście mój tatuś –
Lucuś. Król piekieł, najwyższy demon, najmroczniejszy z
najmroczniejszych, najgorszy z najgorszych… bla… bla… bla…
Wiecie o co chodzi.
Po nim jest mój wujek –
Lewiatan. Normalnie to zbytnio się od człowieka nie różni… no
oprócz tego, że krwawi czarną breją… i jak się wkurzy jego
twarz przypomina paszczę rekina. Jest trzeci rangą w piekle (zaraz
po mnie).
Ja… Seth Oliviera…
najmłodszy z rodziny, bo mam tylko 19 lat. No i jestem następcą
piekielnego tronu. Nie żeby ktoś się mnie bał, bo jestem tylko pół
krwi… bla… bla… bla…
No i jeszcze moje
siostry. Dziesięć sukubów. Piekielnie seksowne… i puszczalskie.
To nie jest u nas złe, bo u nas to rodzinne. Każde z nas ma
inną matkę, więc któż ma świecić przykładem jak nie
ojciec.
Wracając do rozmowy…
-To znalazłeś tego
potępieńca czy nie? – wrzeszczał do siebie nie zauważając,
że jakieś 5 minut temu się wyłączyłem.
-Co? – spytałem
głupio.
-Ty mnie w ogóle nie
słuchasz… ty… ty zdegradowany pomiocie! - prawie parsknąłem
śmiechem słysząc jego ‘wyszukaną’ obrazę. Mój pokój
zatrząsnął się po raz drugi… Oj, miał dziś zły humor. Chcąc
go leciutko udobruchać burknąłem tylko, że już się biorę do
roboty. Chyba jednak moja leciutka perswazja nie podziałała, bo
zaczął coś krzyczeć, że jestem krnąbrnym synem, że nie ma do
mnie cierpliwości, że zlecił mi tą robotę, bo to ja ją
chciałem… bla… bla… bla. Zanim skończył swój długi wywód o
tym jaki to ja jestem i nie jestem rozłączyłem się. Mój telefon
znowu zabrzęczał. Czyżby znowu mój tatuś chciał powiedzieć coś
niezwykle mądrego? Ej… ej… ej to był sms… nie spodziewałem się, że zna taką zaawansowaną technologię.
/ Uważaj
w twojej okolicy jest neflim.
/
No to już akurat wiem.
Ponieważ wczoraj jakiegoś uratowałem. To znaczy ją… W skrócie, byłem wczoraj w kawiarni i od wejścia poczułem zapach pół
anioła. To rzadkość.
Przy jednym ze stolików
siedziały dwie dziewczyny. Na początku nie wiedziałem, która z
nich jest z krwi anioła, więc gdy tylko wyszły, poszedłem za nimi
w bezpiecznej odległości.
Oprócz mnie, śledziły
je jeszcze jacyś dwaj mężczyźni. Wyglądali na niegroźnych. A one zachowały się tak jak studentki w słabym horrorze.
Weszły do ślepej uliczki. Obroniłem je, pokazując tym typkom
oczy… taki mały pokaz mocy. Czarne oczy bez białek itd. To ich wystraszyło.
Jako przykładowy
dżentelmen odprowadziłem je do domu. I byłem pewny, że neflimem
jest ta śliczna brunetka z dołeczkami w policzkach. Sam fakt, że
je odprowadziłem rozzłości ojca, a co dopiero to, że je
uratowałem.
________________________________________
Przepraszamy wszystkich czytających za tak późne dodanie rozdziału. No, ale sami wiecie... nauka... i jeszcze raz nauka.
Mam nadzieję, że z chęcią przeczytacie kolejny rozdział.
Być może kolejny rozdział dodamy w sobotę za tydzień.
Nie pogardzimy komentarzami !
________________________________________
Przepraszamy wszystkich czytających za tak późne dodanie rozdziału. No, ale sami wiecie... nauka... i jeszcze raz nauka.
Mam nadzieję, że z chęcią przeczytacie kolejny rozdział.
Być może kolejny rozdział dodamy w sobotę za tydzień.
Nie pogardzimy komentarzami !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz