poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział V

        Zakupy się udały, a moje głupie zachowanie poszło w niepamięć. Kupiłam buty. Ku nieszczęściu Fey nie były to szpilki. Czarne, połyskliwe botki z czarnymi ćwiekami. Nie są jakieś oryginalne, ale mi się podobają.
Siedziałam właśnie w moim ulubiony fotelu w sypialni, gdy moja komórka zabrzęczała. Nie zdążyłam odebrać. Fey. Oddzwoniłam do niej.
Odebrała po drugim sygnale. Bezczelna! Powiedziała, że nie wyrobi się z projektem na biologię i czy mogłabym jej pomóc. Mówiąc to miała na myśli czy nie mogę po prostu zrobić tego projektu za nią. Bo ona tego nie umie. Po próbach szantażu i wielu prośbach z jej strony, zgodziłam się.
  Sfrustrowana swoją uległością, zakończyłam rozmowę i miałam brać się do roboty. Zdałam sobie sprawę,że mój laptop jej w salonie. Wyszłam z pokoju, nie domykając drzwi.
       Zawrócił mnie jednak dźwięk bitego szkła.
Wróciłam by sprawdzić co się stało. Szyba okna leżała w drobnych kawałeczkach na podłodze. Podenerwowana podeszłam tam. Wyjrzałam przez pozostałości szyby, uważając by się nie skaleczyć.
Martwy kruk leżał na trawniku.
-Dziwne.- mruknęłam. Znów wyszłam z pokoju, tym razem kierując się do pokoju mojej mamy, by opowiedzieć jej co się stało. Otworzyłam drzwi i cicho weszłam do środka. Mama siedziała przy biurku, zapewne sprawdzając kartkówki lub tego typu prace papierkowe.
Podeszłam do niej i dotknęłam jej  ramienia. Spojrzała na mnie tym swoim niewidzącym wzrokiem i po chwili uśmiechnęła się do mnie.
-Cassie.
-Mamo, zła wiadomość na dziś jest taka, że musimy wezwać szklarza.
-Co się stało ?- spytała zaniepokojona.
-To trochę dziwne, ale martwy ptak rozbił szybę w moim pokoju.- powiedziałam dziwnie.
-Ciekawe. Mówisz, że martwy ptak rozbił ci szybę.
-Oj … martwy jest teraz, ale jak rozbijał szybę wydawał się całkiem żywy.
-No dobrze, więc trzeba wezwać szklarza. A i Cassie czy coś się stało przed tym, jak szyba się rozbiła ? Byłaś zdenerwowana albo coś w tym stylu ?
-Nie, chyba nie. Może odrobinę zirytowana, bo Fey znowu zwaliła na mnie swój projekt.
-Oł... no nic tak tylko pytam. Cassie zamknij drzwi, jak będziesz wychodzić.- tym właśnie stwierdzeniem dała mi do zrozumienia, że mogę już wyjść, a ona zajmie się swoją pracą.

 *    *   *

Dlaczego musiała to zrobić? Przecież mogła być grzecznym mało znaczącym neflimem,ale nie, musiała coś zrobić. Mając osiemnaście lat prawie każdy pół anioł ujawnia swoją wybuchową naturę. Dzieci znaczących aniołów, czyli takich którzy są silni i mają wysoką pozycję w niebie, swoje zdolności pokazują wcześniej. Nie wiem dokładnie czy Cassie pierwszy raz pokazała na co potrafi, ale mam nadzieję, że nie. Ale to i tak niczego nie zmienia. Mam dwa tygodnie na to żeby ją zabić. Na razie jednak muszę ją śledzić, co nie będzie trudne, bo przez prawię przez pół dnia przebywam z nią w jednym budynku, niestety później muszę się trochę pomęczyć.
Kiedy wczoraj  skończyłem sprawę z potępieńcem, mój tatuś dal mi wolną rękę. Co oznacza, że mogłem wybrać sprawę. Wybrałem Cassie. Nie wiem dlaczego.
Może chodzi o to, że ma śliczne dołeczki w policzkach gdy się uśmiecha, albo o te jej rozśmiane oczy. Albo jej seksowne skrępowanie, gdy nie wie co mam powiedzieć, albo zrobić... albo dlatego, że jest moim cholernym wrogiem!
W każdym bądź razie widziałem jak ptak rozbija szybę. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ptak leciał w całkowicie odwrotnym kierunku i naglę zmienia tor lotu o sto osiemdziesiąt stopni i leci prosto w okno z dużą szybkością. Nie zaprzeczycie, że to nie jest zbieg okoliczności.
W sumie jeśli dobrze się zastanowić to równie dobrze zaraz może ożywić tego ptaka.

   *    *   *
                     

To są żarty prawda ? Właśnie wychodzę sobie spokojnie z domu i przed otworzeniem drzwi myślę sobie „obym nie spotkała Setha, to będzie mega żenujące Cass”. No i otwieram te przeklęte drzwi i wychodzę na świeże powietrze. Dokładnie zamykam te cholerne drzwi i powoli odwracam się z cholernym przeczuciem, że ON tam stoi. No i gdy spoglądam w górą z nadzieją, że może jednak go tam nie ma, widzę jego minę. Dziwnie zmieszaną, obojętną, radosną i smutną zarazem. Stoi za furtką z tą nieodgadnioną miną.
Popatrzył na mnie smutno i uśmiechnął się. Odchrząknął i powiedział nie swoim głosem.
-Cześć Cass! Właśnie przechodziłem i przypomniałem sobie, że tu mieszkasz. Przyłapałaś mnie właśnie na zastanawianiu się czy zapukać.- Czułam się nieswojo i miło zarazem. Powiedział do mnie Cass. Tak mówił do mnie tata, nie ten biologiczny tylko mój kochany tata. Zawsze powtarzał, że to piękne imię które powinno być noszone z dumą.
-Cześć Seth...- no i nastała ta niezręczna cisza.
-Wybierasz się gdzieś? Bo jeśli tak... to.. no mogę cię odprowadzić. To znaczy jeśli chcesz... bo jeśli nie chcesz …
-Idę do sklepu, ale jasne... możesz mnie odprowadzić.- Przerwałam tą jego jąkającą się wypowiedź. Jestem mile zaskoczona. Seth się przy mnie jąka. Wydaję się być typem chłopaka, który zarywa do wszystkich lasek bez skrępowania.
Idąc obok  Setha patrzyłam wszędzie, byle tylko nie spojrzeć na niego. Szło mi to w miarę dobrze dopóty, dopóki na niego mimowolnie nie zerknęłam. On się na mnie gapił. Bez skrępowania mnie obserwował. To było dziwne. I jak każda normalna dziewczyna spytałam.
-Hmmm... mam coś na twarzy... ?
-Nie... przepraszam, strasznie mi kogoś przypominasz.
-A mogę wiedzieć kogo? Ale jeśli jest to stara, jędzowata ciotka to jednak mi nie mów...- zaśmiał się.
-Przypominasz mi moją … kuzynkę. Ale masz... ładniejsze oczy niż ona.
Speszona jego komplementem z zażenowaniem weszłam na pasy. Nie rozejrzałam się. Odwróciłam się po to by zobaczyć, gdzie jest Seth. Gdy nagle usłyszałam klakson samochodu i przeszywająco białe światła. Auto jechało prosto na mnie.


_____________________________
Wasza aktywność jest niska, prawie znikoma. Opłaca się dalej publikować rozdziały ?
Byłabym wdzięczna gdybyś po przeczytaniu zostawił/a komentarz.

2 komentarze:

  1. Nie mam chwilowo czasu na dłuższy komentarz, więc szybciutko w kilku słowach.
    Znajdźcie sobie bętę. Serio, to nic nie kosztuje, nie boli i w ogóle jest całkiem przyjemne, a możecie uniknąć wielu błędów.
    Po za tym, akcja się powoli rozwija, ciekawi - bardzo dobrze!
    Powodzenia!
    Czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam i, jak zwykle, życzę weny. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pusto. 1,5 roku za nami, a tu nadal cicho. Czyżby projekt został jednak porzucony? A szkoda.

    OdpowiedzUsuń